poniedziałek, 2 kwietnia 2012

Wypis dwunasty, któren to pożytki kinomianiaczne ukazywa

Każden jeden z naszych czytajmniących najmniej raz w kinematografie pobywał. Już to dla edukacyjności onego ustrojstwa, już to dla draki, już to dla nagich biustów. Nieliczny napewne rozmyśliwa, iż dziesiętna muza we Lwaniu pomocną być może. A może, co tutejszym wpisem udowodzić raczym.

Kinematograf, do prawidłowej funkcjonalności wymaga ciemności mogilnych. W kinematografie, gdy mechanizm jego niewzbudzon, ciemno choć oko wykol a kończynę połam. Ciemność ona, jakkolwiek egipska, naród nasz wielokrociowo w niedoborach populacyjnych z opresyj ratowała. Z onej ciemności czerpniąc, do Lwania doprowadzić możność. Nawet bezprzemocnie.

Jakże to tak? Zapytujecie siebie. Takoż z podpowiedzialnością spieszym:
1. W kiniematografie przed nastaniem mogilnej ciemności, Pańcię sierocą okiem wyłuszczyć należy.
2. Ubocznie Pańci usiąść, uprzejmnie zapytując, czyliż to możne. Pańcia ujmnięta naszą dwornością, protestanctwa nie wystosuje.
3. Skoro mrok kinematograf spowije, a ruchliwe obrazki na szmacie łopoczącej u sufitu zagoszczą, poczynamy przed-Lwącą działalność. W momentach wzruszliwych łezkę hałaśnie uronić należy, a w radośliwych - śmiechem rozkwitnąć perlistym.
4. Pańcia, wzruszonością naszą ujęta, podzerkiwać ukradkowo pocznie. Takoż i nam spojrzeniami niby to zlękłymi plądrować ją potrzeba. U kresu filmu oczy nasze z Pańczynymi niech się zetkną. Niech ją z mogilnego mroku ku świetlistości pomieszkania uprowadzą.
5. Pańcia, wrażliwieństwem naszym urzeczona, Lwanie bez protestanctw przyjmie, jako w kinematografie sąsiedniość przyjęła.

Tego czytelnictwu życząc, wypis zakańczamy.



5 komentarzy:

  1. Zachęta do folgowania lubieżności ubrana w quasi-staropolszczyznę to nic innego jak daremna próba obrócenia w niwecz tego, czego się wcale nie miało na myśli. Brzmi dobrze, ale nie ma sensu. "Mówiąc nawiasem: powiedzieć o dwu rzeczach, że są identyczne, to niedorzeczność; a powiedzieć o jednej, że jest identyczna sama z sobą, to nie powiedzieć nic."

    OdpowiedzUsuń
  2. Iwo, nie wiem, o co ci chodzi, ale mi o co innego. Jeśli łakniesz staropolszczyzny, myknij sobie Długosza. Tu są twarde porady.

    OdpowiedzUsuń
  3. Iwa ani części nie zrozumiałem,
    Chybam się innego bełkotania przyumiałem.

    OdpowiedzUsuń
  4. To było takie standardowe drażnienie się przy zapoznaniu na internetowym gruncie. Sprawdzam czy reakcja na niezbyt ostrą, nie do końca uzasadnioną i niezbyt jasną krytykę spotka się z uprzejmą próbą wyjaśnienia potencjalnych wątpliwości, zapalczywym kontratakiem czy uzasadnienie chłodną neutralnością. Myślę, że to trzecie, choć pewność, że nie chodzi nam o to samo i mało przyjazna sugestia, abym udał się do Długosza, trochę mnie zraniła. Ale zasłużyłem sobie na to.

    Co do pończoch, to raz w liceum grupa żeńska i męska udała się wspólnie na zajęcia z w-fu na pobliskie boisko leśne. Moją uwagę przykuły ładnie opalone nogi koleżanki, które jak się potem okazało nie były opalone, tylko ubrane w przezroczysto-zaciemniające pończochy. Zdałem sobie wtedy sprawę, że to niebezpieczna broń.

    Wczoraj musiałem pisać jako Kamienie na Szaniec, bo zapomniałem jak się loguje na Iwo. Nie przejmuj się więc tym zagadkowym czytelnikiem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Eee, nieprawda. Po prostocie nie chciało mnie się podówczas pisać, bo to nie był czas pisania.

      Usuń